Thomas Williamson z Grove Street Games po latach odniósł się do reakcji na GTA Trilogy: The Definitive Edition. Szef studia przyznał, że zgadzał się z dużą częścią krytyki graczy, ale zasugerował też, że problemem nie był wyłącznie sam stan remasterów, lecz także sposób ich wydania.
Czy twórca GTA Trilogy naprawdę przyznał rację fanom?
GTA Trilogy: The Definitive Edition wraca w wypowiedziach Grove Street Games, czyli studia odpowiedzialnego za odświeżone wersje GTA 3, GTA Vice City i GTA San Andreas. Thomas Williamson – właściciel i CEO zespołu – powiedział w rozmowie z Wccftech, że zgadzał się z większością reakcji graczy po premierze. To ważne, bo przez lata studio było kojarzone głównie z jednym z najbardziej problematycznych powrotów klasyków Rockstara.
Premiera pakietu odbyła się w listopadzie 2021 roku i szybko zamieniła nostalgię w katalog zarzutów. Gracze wytykali błędy, zepsute oświetlenie, dziwne modele postaci, literówki na szyldach, brak części utworów oraz czasowe wycofanie wersji PC po tym, jak dataminerzy znaleźli w plikach przypadkowo pozostawione materiały. To nie był zwykły spór o gust, tylko kryzys zaufania do remasterów wielkich klasyków.
Williamson nie przerzuca całej winy na odbiorców. Z jego wypowiedzi wynika, że studio rozumiało oczekiwania fanów wobec tak ważnych gier, choć jednocześnie nie zgadzało się z tym, jak produkcja została wypuszczona i jak zareagowano na sytuację od strony deweloperskiej.
Grove Street Games wskazuje na problem z premierą, nie tylko z jakością pakietu

Szef studia zasugerował, że inny sposób wydania mógł znacząco zmienić narrację wokół GTA Trilogy. To ostrożna, ale czytelna uwaga: stan techniczny remasterów był tylko częścią większej porażki komunikacyjnej i produkcyjnej. W praktyce gracze zobaczyli pakiet sprzedawany jako definitywne wydanie klasyków, a dostali produkt, który już w dniu premiery wymagał tłumaczeń i poprawek.
W tym miejscu łatwo zgubić proporcje. Williamson podkreśla, że za kulisami metryki pokazywały także graczy, którzy spędzali przy tych wersjach czas i dobrze się bawili. Nie neguje jednak rozczarowania osób, które oczekiwały więcej. GTA 3, Vice City i San Andreas to dla wielu odbiorców gry formacyjne, więc remaster nie startował z poziomu zwykłego katalogowego wznowienia.
Ta sprawa dobrze pokazuje, dlaczego Rockstar tak mocno pilnuje dziś marek z serii GTA. Presja wobec GTA 6 i jego technicznych obietnic jest zupełnie inna, ale mechanizm pozostaje podobny: im większy symbol, tym mniejszy margines na potknięcia. Nawet decyzje pozornie oddalone od remasterów, jak porządki Rockstara w scenie GTA RP, pokazują firmę wyczuloną na kontrolę nad własnym wizerunkiem i marką.

Williamson przyznał też, że jego zdaniem idealna nowa wersja tych gier prawdopodobnie musiałaby powstać w samym Rockstarze, najlepiej w Rockstar North. To nie brzmi jak zwykłe zdjęcie odpowiedzialności z zewnętrznego wykonawcy. Raczej jak przyznanie, że przy tak obciążonych nostalgią grach sama techniczna modernizacja nie wystarcza.
Grove Street Games pracuje obecnie nad własną marką – Beastlink – czyli wieloosobową grą akcji z motywem kaiju. Dla studia to szansa na odcięcie się od roli zespołu, który przez lata służył jako symbol nieudanego remastera. Dla graczy wypowiedź Williamsona jest zaś późnym, ale potrzebnym potwierdzeniem, że część krytyki z 2021 roku nie była przesadzoną internetową burzą.
Kup Grand Theft Auto V Enhanced – PC (Rockstar)
Największa lekcja zostaje po stronie wydawców. Jeśli remaster dotyczy gier o statusie GTA 3, Vice City i San Andreas, nie wystarczy odnowić tekstur i podbić rozdzielczości. Trzeba jeszcze udowodnić, że ktoś rozumie ciężar oryginału. Inaczej powstaje sytuacja podobna do obecnych dyskusji o cenie GTA 6 jako teście cierpliwości fanów: marka jest ogromna, ale właśnie dlatego wybacza mniej.



