Od lat fani Resident Evil spierają się o to, czym właściwie powinna być ta seria. Czy nastawionym na akcję blockbusterem, w którym strzelaniny z bossami przypominają widowiska w stylu filmów akcji, czy raczej klaustrofobicznym horrorem, gdzie największą bronią gracza są spryt i ograniczone zasoby?
Resident Evil Requiem redefiniuje bossów: mniej akcji, więcej taktyki
Najnowsze wypowiedzi reżysera Koshiego Nakanishiego wskazują, że Resident Evil Requiem jednoznacznie skłania się ku tej drugiej opcji. Bossowie mają być nie tyle gąbkami na pociski, co łamigłówkami w ruchu. Kluczowe będzie rozpoznanie schematów, wykorzystanie otoczenia i zarządzanie strachem bohaterki – Grace Ashcroft.
Capcom wyraźnie chce odtworzyć atmosferę klasyków – Resident Evil (1996) i Resident Evil 2 (1998). Tam walka z bossami była nie tylko testem siły, ale też logiki i spostrzegawczości. Brakowało amunicji, a każdy błąd mógł kosztować życie.
Grace – podobnie jak kiedyś Ethan Winters – zaczyna jako zwyczajna osoba. To nie Chris Redfield, który wchodzi do akcji z arsenałem, ani Leon Kennedy z doświadczeniem policjanta. To postać, która dopiero staje się bohaterką, a transformacja ze zwykłego człowieka w ocalałą jest jednym z filarów narracji całej serii.
Polecamy: Zrzuty ekranu z anulowanego KOTOR Remake
To przesunięcie akcentu ma głębokie znaczenie. Oznacza bowiem, że Requiem może być odpowiedzią na krytykę, jaka spadła na Capcom po bardziej hollywoodzkich częściach. Jeśli bossowie faktycznie będą wymagać taktyki, kombinowania i odrobiny odwagi – gra może okazać się tym, na co czekają fani starego survival horroru.
Źródło: Glitched



