Niektórzy mogli odnieść wrażenie, że obecna generacja jawi się jako era „odgrzewanych kotletów”. Na samą konsolę PlayStation 5 wypuszczono aż 73 remastery oraz remake’i. Skąd bierze się to, że odświeżone wersje stosunkowo nowych gier – jak Horizon Zero Dawn z 2017 roku – budzą drwiny, podczas gdy Bloodborne z 2015 roku wciąż znajduje się na szczycie listy oczekiwań graczy? Czy różnica dwóch lat między tymi tytułami wystarcza, by uzasadnić stworzenie remastera hitu FromSoftware, czy może problem leży gdzie indziej?
Czym jest remaster, a czym remake?

Na początku warto odróżnić remaster od remake’u. Ten pierwszy to ponowne wydanie gry, zazwyczaj z ulepszoną grafiką oraz zmianami typu „quality of life”, co oznacza poprawienie komfortu rozgrywki. Przykładem takiego odświeżenia jest Diablo 2: Resurrected.
Czasem celem remastera jest umożliwienie działania gry na nowoczesnym sprzęcie, co wcześniej mogło być trudne z powodu zmieniającej się architektury. Tak było w przypadku pierwszych odsłon Tomb Raidera, które nie działały poprawnie na nowszych wersjach systemu Windows.
Czym natomiast jest remake? To próba stworzenia gry od podstaw na nowo. Rozwiązanie to stosuje się często w przypadku starszych tytułów, których mechaniki mogą być dziś już nieatrakcyjne dla współczesnych odbiorców. Świetnym przykładem jest ceniony przez fanów remake Resident Evil 2, w którym poza odświeżoną oprawą graficzną zmieniono także perspektywę – zamiast stałych kątów i tzw. „tank controls” pojawiła się kamera zza pleców bohatera.

Odtworzenie gry to bezpieczne rozwiązanie dla twórców, w końcu mają oni gotowy szkielet tytułu, który można przenieść do współczesnych realiów z odpowiednimi usprawnieniami. Z kolei dla fanów to nostalgiczna podróż w nowej oprawie, a dla młodszych graczy szansa na poznanie klasyki. Tony Hawk’s Pro Skater 1+2 zdołał zainteresować młodą widownię i udowodnił, że gameplay oparty na deskorolce się nie zestarzał.
Niestety, chciwość korporacji doprowadziła do nadużyć idei remasterów. Sony słynie z wypuszczania odświeżeń, o które nikt nie prosił. Przykład? Days Gone z 2019 roku otrzymało remaster, choć w bezpośrednim porównaniu trudno dostrzec jakiekolwiek różnice względem oryginału.
Remastery? A komu to potrzebne? A dlaczego?

Dlaczego więc Sony się na to decyduje? To nic innego jak próba ponownego wypuszczenia tej samej gry w cenie nowego produktu AAA. Days Gone w pierwotnej wersji kosztuje 169 zł w PlayStation Store, podczas gdy remaster wyceniono na 219 zł. Haczyk polega na tym, że na aktualną generację dostępna jest wyłącznie ta „ulepszona” wersja – choć dzięki wstecznej kompatybilności można to obejść, przynajmniej na razie.
No to dlaczego gracze tak bardzo pragną remastera Bloodborne’a? Tytuł wciąż dostępny jest jedynie na PlayStation 4, konsolę poprzedniej generacji. Owszem, można go uruchomić na PS5, ale nie otrzymał on nawet aktualizacji odblokowującej 60 klatek na sekundę, co byłoby ogromnym usprawnieniem.

Z racji wymagającej rozgrywki tryb 60 fps-ów sprawia, że gra staje się nie tylko przyjemniejsza, ale przede wszystkim grywalna w większym stopniu niż w przypadku produkcji nastawionych na filmowość. Nie można też zapominać, że Bloodborne przez wielu uważany jest za najlepszą grę FromSoftware.
Kolejnym problemem jest brak wersji na komputery osobiste. Wielu fanów twórczości Miyazakiego nie ma zatem możliwości nawet zagrania w ten tytuł. Port na PC byłby dla Sony praktycznie darmowym zarobkiem, jednak firma woli inwestować w remastery, których nikt nie oczekuje.
Na szczęście gracze nie zamierzają czekać kolejnych dziesięciu lat i pracują nad emulatorem. Gra jest już dostępna na komputerach w wyższej rozdzielczości, z poprawionymi teksturami i – co najważniejsze – wyższą liczbą klatek. W pewnym sensie mamy tu do czynienia z fanowskim remasterem.
Mamy remaster w domu

Innym przykładem takiej inicjatywy jest projekt OpenLara, który rekonstruuje silnik klasycznych Tomb Raiderów tak, by działały na nowych systemach. Projekt jest dostępny jako oprogramowanie open source i oferuje wsparcie dla kontrolerów. Gracz musi jednak posiadać oryginalne pliki gry, gdyż silnik ich nie zawiera. Co ciekawe, rozwiązanie to można uruchomić bezpośrednio w przeglądarce.
Czy są inne formy odświeżania gier przez społeczność? Oczywiście! Warto wspomnieć o Skyblivion – projekcie przenoszącym The Elder Scrolls IV: Oblivion na silnik Skyrima. Bethesda, mimo stworzenia własnego remastera, nie zdecydowała się blokować fanowskiego przedsięwzięcia, które nadal jest rozwijane.
To jeszcze remaster czy już remake?

Interesującym zjawiskiem są też remake’i zachowujące wręcz ortodoksyjną wierność oryginałowi. Crash Bandicoot N. Sane Trilogy odświeża pierwsze trzy odsłony serii, zachowując układ poziomów. Podobnie Spyro Reignited Trilogy. Jeszcze dalej poszedł remake Demon’s Souls na PS5, który wiernie przeniósł nawet błędy z oryginału – co ma ogromne znaczenie dla sceny speedrunerskiej.
Ryzyko i podziały…

Tworzenie odświeżonej wersji wiąże się również z ryzykiem. Przy Silent Hillu 2 były obawy, czy Bloober Team nie zepsuje przez przypadek wydźwięku fabuły, narracji lub czy nie zmieni drobnych szczegółów, które dla lore są kluczowe. Na szczęście ku powszechnej opinii polskie studio dowiozło i zadowoliło fanów oryginału.
Powstający remake Gothica podzielił fanów na trzy główne obozy (hehe). Jedni krytykują toporność walki, niedopracowane animacje i ogólną niską jakość wykonania dema – pragną, by nowa wersja była godna dzisiejszych standardów, a przy tym zachowała ducha oryginału. Drugi obóz twierdzi, że Gothic zawsze był drewniany i oni pokochali właśnie to drewno. Niskiej jakości animacje nie są według nich problemem, a dodatkową zaletą wywołującą nostalgię. Trzeci obóz wyśmiewa spór i ironicznie twierdzi, że tworząc remake Gothica nie powinno się wprowadzać absolutnie żadnych zmian, by nie wkurzyć fanów.
Odświeżenia płynące z serca, a nie Excela

Czego osobiście bym chciał? Większego słuchania się społeczności, szczególnie hardkorowych fanów danej marki. Nie chciałbym widzieć więcej chamskich skoków na kasę jak The Last of Us Part II Remastered, leniwych remasterów, które sprawiają wrażenie stworzonych w dużej mierze przy pomocy sztucznej inteligencji do podbicia jakości tekstur, niczym w Croc: Legend of the Gobbos Remaster.
Chciałbym, żeby firmy wsłuchały się w głos graczy, przeanalizowały nie tylko oczekiwania, ale również feedback dotyczący oryginalnych wersji gier. Dzięki temu deweloperzy wiedzą, jakie elementy kulały i w remasterze/remake’u mogą je poprawić. Najbardziej zagorzali hardkorowcy potrafią dogłębnie przeanalizować dany tytuł i podać na tacy gotowe rozwiązania. Warto mieć też na uwadze, że gracze nie zawsze mają rację i pewnych próśb lepiej nie realizować. Mam nadzieję, że będziemy dostawać więcej odświeżeń, które będą nam dawać wiele radości, a nie jedynie zabierać pieniądze z naszego portfela.



